sobota, 17 lipca 2010

skrzep zobojętnienia







świat mnie już męczy
w swoim pędzie ku wyobcowaniu
matko moja
jak ty mnie wychowałaś że łzę ronię
ilekroć cierpienie widzę bliźniego
/choć przywykłem do niego/
poraża mnie moja bezradność

może to nieodparte pragnienia
wyrwania się światu
zaznania wreszcie /błogiego/ spokoju
pozwala mi /jeszcze/ zasypiać bezpiecznie
w pościeli z marzeń

nie mam już siły rozdawać swojego uśmiechu
kiedy zawiść i fałsz czają się dookoła
jak mam podnieść się z kolan
kiedy tyle nienawiści mnie otacza

chcę się wtopić i poczuć tą błogą ciszę
radość już nie przeszywa mojej wyobraźni
bombardowane zewsząd nienawiścią serce
porasta skrzepem zobojętnienia

mojej wyciągniętej dłoni nikt nie chwyta
moich łez nikt nie pragnie osuszyć
zamykam oczy na ten chory świat
jestem tu już /chyba/ zbyteczny





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz