sobota, 19 lutego 2011

wsłuchany w siebie ...



I

kiedy zaczynam wsłuchiwać się w siebie
wiem że nie mogę wymagać zbyt wiele
nie wszystko będę w stanie zrozumieć
/ukształtowany w dzieciństwie światopogląd
nieraz wydawał robaczywe owoce /

utracić wiarę w człowieka jest łatwo
kiedy dobrocią zła nie można zaakceptować
zdruzgotany próżnością tego świata
umęczony rzeczywistością
już nie kroczę tak pewnie ścieżkami życia

teraźniejszość nie daje pewności siebie
by hardym spojrzeniem przywitać
kolejny szary dzień
w moim uśmiechu ukryty jest mrok
mojej rozdygotanej duszy

malując świat w kolorach rozgoryczenia
zdaję się zapominać że ręka Boska ma jeszcze pieczę
nad szaleństwem Adamowego pomiotu
jakże wyraźnie widzę swoją bezsilność
jak zniekształconym staje się mój sen

lustra nie oddają już prawdy
a moją twarz zbyt powierzchownie przyozdabia zwątpienie
każdy dzień zdaje się mówić: znam cię
wiem że podnieść się możesz z letargu
by wykrzyczeć światu jego przepastne zło

jak wykrzyczeć
gdy krzyk utknął gdzieś w krtani

jak wykrzyczeć go mam


II


gdybym miał kierować się zdrowym rozsądkiem
i podążać tylko ścieżkami prawdy
/tak jak napisane w pismach/
cóż bym osiągnął w swoim życiu
„Bóg zapłać” to czasami bywa za mało

/nie można przecież żyć samą prawdą
pozwolić by życie bezlitośnie kopało/

chora dusza nie przebije muru obojętności
indoktrynowany umysł nasączony złem
niczym formalina konserwuje chore myśli
/popełniając zło/ szukam usprawiedliwienia dla swojej duszy
nie pragnę już rozgrzeszenia /rozdwojonych języków/
zapamiętale wygłaszających bratobójcze kazania
próbujących przekonać
o trafności Szawłowych poglądów

pisma krwią splamione stuleciami mroku
rzekomo natchnione ręką samego Boga
nie budzą już tak łez skruszonej duszy

obdarci z rozsądku /tego zdrowego/
zaszufladkowani w dogmatach
zaangażowani w tępienie zła w człowieku
zapominają spoglądać czasami w lustra
/a/ scena życia otwiera swoje podwaliny
rzeczywistość kusi wciąż swoim przepychem

„a dzieci znów na pokemony zbierają
gdy koszyczek pusty”*



„co łaska proszę” – banknot /tylko/ mile widziany


III


porwał mnie nurt ślepej ignorancji
zapomniawszy smaku Twojego /eucharystycznego/ ciała
sycę swój umysł obrazoburczymi myślami
nieudolnie dźwigając swój krzyż

w świecie gdzie niedozwolona jest uczciwość
a pośrednicy Najwyższego pławią się naiwnością ludu
nie mogę uwolnić się od bluźnierczych myśli
czy doczekam się kiedykolwiek odpowiedzi
jakiż to misterny plan uknułeś dla nas
którego /widząc zło tego świata / pojąć nie potrafię

szukając swojego oczyszczenia
zatracam się w sobie
Twoja krew i ciało nie dają ukojenia /jak dawniej/
czy znajdę kogoś kto poświadczyłby
moją wewnętrzną dobroć
ukrytą w okowach wszędobylskiego grzechu

rzuć kamieniem / wszak potrafisz /
spróbuj oczyścić moją duszę i zmyć z niej strach
teraz gdy nie znajduję w Tobie dawnego pocieszenia
te razy nie drążnią już tak bardzo

palcem szukam namiastki wiary
piętno Tomaszowe szarga paskudnie
wredny pasożyt jestestwa wgryza się w sumienie

teraz już wiem że wszystko to
twoje perfidie mój skryty /szatanie/ przyjacielu



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz