zamyśliłem się
nad tobą serce moje
zamyśliłem się i nad tobą duszo
aureola anioła kusi szyderczo
ale nie pora mi stąd jeszcze ruszać
nie pora
przyglądam się wnętrzu mojego sumienia
gryzie jak diabli
oj, nie przywoływać
bo nie śpi
tak jak licho
szept w rogu: mea culpa
odpuść mnie grzesznemu panie
bezdech złowrogi
uszło tchnienie
zmieszane ze złowrogą ciszą
źle się odchodzi w samotności
wsłuchany w swoje żalące się serce
czekam przerażony
czy i mnie nie zahaczy przypadkiem
ta zazdrosna o życie suka
oblany zimnym potem
wyczekuję jej pocałunku
kołataniem serca wypełniając mrok
przeszła bezszelestnie obok
nawet nie spojrzała
oblizała się tylko smakiem
moje żarliwe modlitwy
przywoływanie sprawiedliwego
nie przynoszą efektu
widocznie i tam na górze
mają swoje priorytety
wstaje dzień
życie zaczyna tętnić w białych kitlach
i krew w żyłach gorętsza
lecz gdy kolejna nastanie noc
czy znów mi przyjdzie
umierać w jej sennych ramionach
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz