kiedy księżyc cichaczem
zerka przez okno
spoglądam w lustro
spoglądam w lustro
szukając w nim twojego odbicia
wiem że nie jestem wzorem doskonałości
mam swoje wzloty i upadki
ale przy tobie czuję
wiem że nie jestem wzorem doskonałości
mam swoje wzloty i upadki
ale przy tobie czuję
jak odrastają mi skrzydła
twoje ramiona przystanią mi są
portem w którym z radością cumuję
i czasami
twoje ramiona przystanią mi są
portem w którym z radością cumuję
i czasami
kiedy ranię tak /nie/świadomie
przeklinam swoją bezmyślność i głupotę
zdaję sobie sprawę
że nie potrafię zbudować nam świata
w którym obcym stałby się strach
gdzie złe spojrzenia
przeklinam swoją bezmyślność i głupotę
zdaję sobie sprawę
że nie potrafię zbudować nam świata
w którym obcym stałby się strach
gdzie złe spojrzenia
przestałyby kalać nasze szczęście
jedynie co potrafię
to gasić pocałunkami twój smutek
przegnać precz
to gasić pocałunkami twój smutek
przegnać precz
/choć na chwilę/ wszystkie troski
zapada noc
spoglądam w lustro
zapada noc
spoglądam w lustro
by znaleźć tam ciebie
widzę jak przez sen
do mnie
uśmiechasz się czule
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz