widzisz moje życie
podałem ci je na talerzu skruchy
a ty odtrąciłaś je bez skrupułów
jak zbędny okruch
jak starą zabawkę
której można się / ot tak / pozbyć
każdy podmuch wiatru przywołuje wspomnienia
pożądanie tak głęboko zakotwiczone we mnie
wciąż daje o sobie znać
myślą, mową czy też uczynkiem
wypełniam swoje noce bez ciebie
jak samotny konar w wzburzonym nurcie rzeki
chwytam się nadziei że słodycz twoich ud spłynie znów na mnie
wiem że
pragnąłem skosztować więcej niż czułem
sięgając zachłannie po rozkosz
której mi nie skąpiłaś
niczym dziecko łapczywie chwytające nową zabawkę
a teraz
teraz moje poczucie niespełnienia tłamsi moje zmysły
a nadzieja odsypia nadgodziny złudzeń
zamykam senne oczy
spowite krztą czerwonego rozgrzeszenia
zamykam oczy i śnię
we śnie przynajmniej wciąż jesteś jeszcze moja
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz